OTO POCZĄTEK WYSTĄPIENIA, KTÓRY OSTATNIO ZROBIŁ NA MNIE NAJWIĘKSZE WRAŻENIE.
- Karol Pietrzyk
- 26 lip 2019
- 2 minut(y) czytania
Na pogrzebie senatora Partii Republikańskiej i kandydata na prezydenta Johna McCaina miały miejsce przemówienia ważnych przedstawicieli sceny politycznej USA.
Jedną z nich był, wiceprezydent w administracji Baracka Obamy – Joe Biden. Nie ma on raczej reputacji wybitnego mówcy. Co więcej, jest w jego życiorysie niechlubny epizod, gdy w 1988 r. ubiegając się o nominację Partii Demokratycznej w wyborach prezydenckich splagiatował przemówienie brytyjskiego polityka Neila Kinnocka. Krótko mówiąc nie spodziewałem się po tym wystąpieniu niczego specjalnego.
I ten oto Joe Biden, poczciwy starszy pan(wtedy 76 letni) na pogrzebie ważnego polityka rywalizującej z jego ugrupowaniem partii(sytuacja jakby w Polsce na pogrzebie prominentnego polityka PIS-u przemawiał jeden z liderów PO) wychodzi na mównicę i zaczyna:
- Nazywam się Joe Biden…(dłuższa pauza) - w tle odzywa się śmiech. Świetnie, pewno nikt tam tego pana nie zna - samym przedstawieniem się rozbawił zebranych na uroczystości pogrzebowej. Ciekawe co będzie dalej.
- Jestem z Partii Demokratycznej… (szeroki uśmiech) Co to jest? Prowokacja jakaś? Po chwili-jeszcze głośniejszy śmiech, ale życzliwy mówcy. Nieźle zaczyna. Zobaczymy jaka będzie puenta tego wstępu.
- Ale kochałem Johna McCaina…(dłuższa pauza), opuszcza głowę, łka - sala milknie całkowicie. Atmosfera wraca do typowej dla uroczystości pogrzebowej.
Z gromkiego śmiechu do całkowitej, pełnej powagi ciszy w kilka sekund. Kilka słów, skrajne emocje w ciągu dosłownie chwili i to przy użyciu najprostszych słów i środków. Dowód wyjątkowego wyczucia chwili, nastroju słuchaczy - początek wystąpienia godny największych mistrzów. Nie znając historii Bidena i McCaina dzięki temu wstępowi słuchałem dalszej części tej mowy pogrzebowej ze ściśniętym gardłem. Nie wiem, kto wymyślił taki początek, ale musiał mieć niezwykłą wręcz intuicję, zdolność przewidywania, poczucie humoru i umiejętność oddziaływania na emocje. Oczywiście dla bliskich Bidena i McCaina ich przyjaźń i bliska współpraca przez lata była dobrze znana, ale dla postronnych słuchaczy mogło to być coś zaskakującego – ludzie z przeciwnych stron barykady politycznej – przyjaciółmi?
To bardzo pouczający przykład w wystąpieniu publicznym na to ile można osiągnąć w krótkim czasie korzystając z najprostszych środków, jeśli jesteśmy naturalni, mamy wyczucie chwili oraz znamy i rozumiemy odczucia i oczekiwania słuchaczy.




Komentarze